Sonda

Czy czujesz się szczęśliwy/a?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Każde miejsce może być szczęściem

Czy macie czasami wrażenie, że znajdujecie się w nie tym miejscu i nie w tym czasie? Chcieliście robić, co innego, ale życie właśnie rzuciło Was na taki brzeg, a nie inny. Marzenia rozpłynęły się jak krople w kałuży po deszczu. Szczęście jakie miały dać nam nasze plany rozbiegło się wraz z falami, które od nowa zaczęły targać naszą duszą. Ale zamiast to wszystko rozkładać na czynniki pierwsze i trzecie, powinniśmy się cieszyć, że mimo innych planów jakie przyniosło nam życie potrafimy się w nim odnaleźć. Czy jest to trudne? Powiem tak. Trudności nie są po to, aby z twarzy nam uśmiech znikł, ale właśnie dlatego, żeby się na niej pojawił. Czy kiedyś walczyłeś/ałaś sam/a ze sobą?

 

all1[1]Na pewno nie jeden raz. Ale często przegrywamy, bo nie potrafimy zauważyć pozytywnych zmian w naszym życiu. Nie widzimy tego słońca, które zaczęło świecić nad nami, ale dążymy do czegoś ulotnego, czegoś, co nie jest dla nas dobre, ale co sobie wymyśliliśmy. Czy marzenia i szczęście można dostać? Pewnie tak, ale nie chciałabym o tym teraz mówić, chciałabym wam uświadomić, że tak jak czasem czujemy się fatalnie i źle, to czasami warto pomyśleć, czego uczy nas taka sytuacja. Nauka jest darem bezcennym, z którego możemy czerpać wiedzę, by dalej kroczyć i z uśmiechem witać szczęście jakie nas przywita. Tam gdzie znajdziemy swój dom pelen szczęścia to także zależy od naszego nastawienia…

O pięknie, które nie zawsze jest szczęściem

Jadwiga usiadła naprzeciwko lustra, chciała poznać prawdę o pięknie, które powstało wraz z brzydotą. Nie wiedziała od czego zacząć swe rozważania, ale wpadł jej do głowy pomysł, że lustro jak w bajce o Królewnie Śnieżce powie jej całą prawdę. Będzie to prawda może i bolesna, ale Jadwiga nie bała się jej. Wiedziała, że czas pożegnać subiektywne komentarze obcych ludzi odnośnie jej osoby.

A zatem zapaliła światło, by lepiej się widzieć, usiadła wygodnie i przejrzała się w tafli lustra. Odbicie jej było zniekształcone tak jakby ktoś przeciął lustro na pół. Nos lekko zadarty mówił o jej zawziętym charakterze, oczy zamglone szukały prawdy o pięknie, które mijało wraz z każdym komentarzem. Czy jestem brzydka? Zapytała na głos, jakby czekała na odpowiedź lustra, które jak w bajce odpowie prawdę. Jednak lustro uparcie milczało, nawet nie wzdrygnęło się. Jadwiga powtórzyła pytanie: Czy jestem brzydka? Odbicie jakie ujrzała dało jej odpowiedź. Zobaczyła w nim swe zamglone oczy, które iskierek dostały, nos się poruszył, dając dziecięcy grymas twarzy, uśmiech jakim obdarzona została Jadwiga przez swe odbicie, udzieliło jej jednoznacznej odpowiedzi.

Piękno jest rzeczą względną, wiedziała o tym od lat, ale jak przeżyła wypadek, wydawało jej się, że piękno jakim mogła się poszczycić zginęło wraz w nim. Od lat żyła samotnie, ukrywając pociętą twarz, nie patrząc w lustro, jakby ono było wyznacznikiem i sędziom w sprawie piękna i brzydoty. Uciekała od komentarzy, które raniły jej duszę, uciekała od pytań, uciekała sama od siebie, nie akceptując własnej osoby. Dopiero smutna historia uświadomiła jej, że trzeba pogodzić się z losem, pogodzić się samej ze sobą. Ta smutna historia nadaje się na kolejną oddzielną opowieść.

Czasem smutek kogoś i rozpacz innej osoby uświadamia nam dopiero jakimi jesteśmy szczęściarzami. Tak było z Jadwigą, która nie potrafiła zaakceptować swej twarzy z bliznami, ale lustro, w które spoglądała dawało jej do zrozumienia: Patrz, bo możesz patrzeć! Możesz widzieć swe odbicie! Możesz poruszać nosem i nim oddychać! Możesz się śmiać! Możesz rozmawiać z ludźmi! Możesz! Możesz! Słowo to jakby wyryło się na lustrze, a Jadwiga patrząc już nie we mgle, zrozumiała, że oczy jej spowił egoizm piękna, które samo wyznaczyło sobie kanon, porównując się wciąż szuka niedoskonałości. Piękno jest egoistą i ten fakt wreszcie uświadomiła sobie Jadwiga. Natomiast brzydota pomaga odnaleźć dystans, pokorę i od nowa cieszyć się pięknem bez egoizmu.

A ile wam zajmuje rozważanie na temat piękna i brzydoty? Ile czasu zadręczacie się, że nie jesteście piękni? Jak długo chcecie dążyć do czegoś, co w sekundę może zamienić się w brzydotę? Pamiętaj, że piękno powstało wraz z brzydotą i to się nigdy już nie zmieni.

ONE LOVE - jedno szczęście

Andżelika i Joanna były dwiema przyjaciółkami jeszcze z liceum. Obie miały powodzenie u płci przeciwnej, obie miały pasję i obie kochały tego samego mężczyznę. Jednakże ani jedna ani druga nie przyznała się, że kocha. A Ryszarda przedstawiały sobie nawzajem jako kolegę.

Oczywiście nic by się nie wydało, gdyby nie Ryszard, który to korzystał z wdzięków obu pań na przemian. Problem pojawił się, gdy obie panie zaczęły być dla niego wydatkiem. Postanowił, że z jedną się pożegna. Zarówno Andżelika jak i Joanna były „one love” Ryszarda. Powtarzał to jednej i drugiej, a obie kobiety chodziły całe w skowronkach nie przyznając się sobie nawzajem, że są zakochane i nie przypuszczając, że facet kantuje jedną jak i drugą jednocześnie.

Ryszard martwiąc się o swój portfel wybrał Andżelikę, nie dlatego, że była ładniejsza, nie dlatego, że była zgrabniejsza, nie dlatego, że była mądrzejsza. Powód był bardziej prosty, prosty jak męskie myślenie: chodziło o zwykłą ekonomię. Andżela była tańsza w „utrzymaniu” gdyż miała własne mieszkanie, a sam Ryszard znany z wygody nie musiał do niej daleko dojeżdżać, jak to robił do Joanny. Tak więc miłość Joanny przegrała w całej rozgrywce z portfelem i wygodnictwem Ryszarda.

Sam Ryszard nie poczuwał się do wyjaśnień i stwierdził krótko, że „one love” też musi się kiedyś skończyć. Joanna płakała cały tydzień, dzwoniła do Andżeliki, która to ją pocieszała, tłumacząc, że każdy facet jest taki sam, ale tylko jak odkładała słuchawkę telefonu, wtulała się w ramiona Ryszarda. Cała tajemnica miłości Andżeliki nie wydałaby się, gdyby nie znowu osoba Ryszarda. Ryszard stwierdził po wspólnym mieszkaniu, że „one love” – Andżeliki, wymyka mu się z rąk, a Andżela naciska na ślub. Ryszard wygodny, Ryszard bez zobowiązań, Ryszard przebiegły stwierdził, że skoro „one love” miała miejsce także z Joanną, to powrót do niej będzie najlepszym rozwiązaniem i zaoszczędzi mu drogocennego czasu poznawania kolejnej, nowej kobiety.

Następnego dnia spakował walizki i pożegnał Andżelikę słowami: „one love” też się kiedyś kończy. Zrozpaczona Andżelika złapała za telefon i zadzwoniła do Joanny, która to nie mogła odebrać, gdyż witała się namiętnie z Ryszardem. Andżelika wsiadła do auta i ruszyła do przyjaciółki, po godzinie dzwoniła do jej drzwi. Joanna nie przypuszczając, że w drzwiach ujrzy zapłakaną przyjaciółkę, otworzyła w czarnym szlafroczku, który otrzymała jako prezent na powrót „one love”. Mina jej zrzedła jak Andżelika wparowała do jej mieszkania, rzucając wszystko w bezbronnego Ryszarda, który to wił się nie tylko po podłodze, ale i w zeznaniach. Przecież nie zdradzał, był w nowym związku, a to że Joanna i Andżelika były przyjaciółkami z którymi na przemian sypia i powtarza te same komplementy były nieistotne. Przecież to nie był problem Ryszarda, problem nie tkwił w nim, tylko w relacjach między przyjaciółkami, która tak pragnęły miłości, że straciły zaufanie do siebie, swój honor, a przede wszystkim rozum.

Od tamtego wydarzenia minęły już trzy lata. Joanna i Andżelika nie są już przyjaciółkami, Ryszard nie jest ani z jedną ani z drugą, dziś ma „one love” jest nią Kasia na przemian z Sylwią. Gdzie zatem jest ta „one love” ? Jaki morał?

Ile łez i rozczarowania zaoszczędziłaby szczerość.

Przecież marzenie to nie tajemnica!

Zasada numer trzy

Nikomu nie powiedziałeś o swoim marzeniu, ale dążysz do niego wolniej niż gdybyś rozgadał wszystkim dookoła co chcesz. Nie przejmuj się, to normalne. To tak jak z pracą w grupie i pracą samodzielną, niektórzy czują się lepiej gdy pracują w zespole, a niektórzy osiągają wyższe wyniki pracując sami, tak też jest z naszymi marzeniami.

Niektórym łatwiej zmobilizować się, jeśli powiedzą o nim, wszystkim, ale tu powiedz sobie STOP! Bo przecież cały czas mamy na myśli spełnianie marzeń twoich, nie innych! Marzenia spełniasz dla siebie i to podstawa, by być szczęśliwym. Pamiętaj o tym.

Najlepiej jak ograniczysz swoją widownię, do dwóch osób, którym ufasz i wiesz, że nie rywalizują z tobą. Taka osoba jedynie mocniej cię zmobilizuje, wesprze gdy będziesz upadał na duchu, ale będziesz miał pewność, że ona chce jak najlepiej dla ciebie i jak nie uda ci się to, nie zmoczy ci głowy w towarzystwie.

Każdy kto, chociaż raz chciał zrealizować samodzielnie swoje marzenie, wie jakie to trudne, wie, że w takiej drodze liczy się szczere, dobre słowo. Dlatego zastanów się czy chcesz mieć widownie, czy chcesz działać sam. Myślę, że jeśli weźmiesz sobie te trzy zasady głęboko do serca i zaczniesz je realizować, to za pół roku napiszesz mi, że jakieś marzenie udało ci się spełnić ;)

Pamiętaj, że także wiara w siebie i w swoje marzenia to najlepsze fundamenty by spadająca gwiazda okazała się spełnionym marzeniem.

Gdzie ta motywacja? Gdzie to marzenie?

Zasada numer dwa

Jeszcze na pewno nie możesz nazwać się panem szczęścia, a jeśli to serdecznie gratuluje. Ale co z pozostałymi osobami, które widziały swoją spadającą gwiazdę, a marzenie głęboko tkwi w umyśle, jedynie budzi się w nocy, gdy bezsenność nie daje spać. Gdzie szukać tej motywacji, która pomoże spełnić nasze myśli, dalej zwane marzeniami? Nie musisz daleko szukać, nie masz audytorium ani kibiców twojego marzenia, a więc motywacja ma źródło w czymś innym. Pamiętaj, że to zdrowa motywacja i nic ci nie grozi, a przede wszystkim nie musisz martwić się o to, że zawiedziesz innych, jedyną osobą, o którą martwić się powinieneś jesteś ty sam.

Jeśli już masz to marzenie, czas by motywacja pomagała nam osiągać realne rozmiary marzenia. Jaka zatem może być motywacja? Jeśli już potrafiłeś wymyślić marzenie, to masz na tyle bogatą wyobraźnię, by pomóc marzeniu spełnić się w twojej głowie. Jak zobaczysz efekt taki z nutą fantazji, łatwiej będzie ci dążyć do osiągania rezultatów. Tylko jest jeden warunek, wyobraźnia musi mieć realne fundamenty, nie możesz marzyć i wyobrażać sobie, że dostaniesz spadek z Ameryki, jak nigdy nie miałeś rodziny, ani nikogo znajomego z tego kontynentu ;) Wyobraźnia działa cuda, ale ty też musisz jej pomóc, zacznij od twardych podstaw i pomyśl jak osiągasz cel, ale też weź po uwagę, co możesz stracić osiągając marzenie. Taka kalkulacja da ci trzeźwe spojrzenie na marzenie, a także uświadomi ci czy tak naprawdę tego chcesz. Pamiętaj, że medal ma dwie strony i jedna wcale nie musi być tą, która bardziej świeci.

Szukaj swojego marzenia wśród innych, bo to, co ty nazwiesz swoim marzeniem, dla innych może być zwykłą codziennością, jak dojrzysz na czym polega twoje marzenie, szybciej ockniesz się i zrozumiesz, że marzenia pięknie wyglądają w głowie, ale już w rzeczywistości mogą przybrać inną postać. Nie bój się, ale wiedz jedno, że każda nasza decyzja ma jakieś konsekwencje, im szybciej to zrozumiesz, tym łatwiej spełnisz swoje marzenie.

Sposób by spełnić swe marzenie i stać się panem szczęścia

Zasada numer 1.

Ten rok 2010 będzie przełomowy dla Twoich marzeń, a dlaczego? Ponieważ właśnie teraz dowiesz się jak spełnić swoje przynajmniej jedno marzenie, dzięki sobie. Nie będzie tu mowa o wróżkach, różdżkach i pieniądzach, za które marzenia można kupić. Marzenie to nic innego jak nasze wolne myśli, które tworzymy by poczuć się lepiej, a co jest lepsze niż spełnienie swojej myśli? Myśli to marzenia, a więc od teraz zaczniesz je realizować.

Zasady, którymi powinniśmy się kierować spełniając i realizując swoje marzenie nie są skomplikowane. Po pierwsze nie ogłaszaj całemu światu, jakie to marzenie chodzi po twojej głowie i do czego w danym momencie dążysz. Możesz mieć teraz zdziwioną minę, ale właśnie tak: nie mów o swoich marzeniach głośno! A dlaczego? Odpowiedź jest prosta, ponieważ bardzo często marzenia swoje modyfikujemy i jak nam coś nie wychodzi, łatwiej tłumaczyć je przed samym sobą, a nie przed ogromnym audytorium, które czeka na rezultaty. Ten rezultat niech będzie Twój, bez widowni, a poczujesz, że twoje marzenie jest naprawdę twoje i spełnia się dzięki tobie.

Ukryte marzenie, ma coś z magii spadającej gwiazdy, gdzie tylko myślisz, a potem milczysz, by jak najszybciej się spełniło. Szczęście jakie możesz zyskać dzięki własnej osobie jest już dziś na wyciągnięcie ręki. Wiadomo, że istnieją ludzie, którzy o swoich pragnieniach mówią otwarcie, ale taka mała tajemnica z jakiej zrobisz własne dążenie do spełnienia marzenia jedynie zmotywuje cię do dalszych dążeń. Spróbuj, a jak tylko twoja gwiazda za pomocą ciebie spełni twe życzenie poczujesz radość, a szczęście zaczniesz kontrolować, wiedząc, że ono zależne jest już od ciebie.

p.s

Już niedługo pojawią się kolejne numery jak spełnić swoje marzenia.
Śledź i czytaj, a staniesz się panem własnego szczęścia.

Podsumowanie

Wraz z końcem roku i początkiem nowego wszyscy zbieramy się do podsumowania naszych ostatnich dwunastu miesięcy, ale tak naprawdę nie wiedząc czy coś te liczby zmieniają w naszym życiu.

Tak samo było z Karoliną, która postanowiła, że podsumuje swoje życie wraz z początkiem Nowego Roku. Trochę trąci Bridget Jones, która to zawzięła się, że nowy rok będzie lepszy od poprzedniego. Ale czy zmiana cyfr i liczb coś tak naprawdę zmienia. Przecież możemy zmienić się w poniedziałek, albo w środę. Ale jak pokazuje właśnie życie łatwiej zawziąć się z końcem roku i nowe postanowienia już zacząć realizować w nowym.

Tak zrobiła Karolina, która postanowiła rozwijać swoje dziecięce pasje i talenty, które zaniedbywała. Przez całe życie rodzice tłumaczyli jej, że podstawą jest zdobycie rozsądnego zawodu, który to pomoże jej się utrzymać, a następnie założyć rodzinę. Karolina działała według schematu, który narzucali jej bliscy, ale sama nie wiedziała, czy dobrze robi. Gdy koleżanki z pracy opowiadały swoje śmieszne perypetie, ona nie miała żadnych. Postanowiła dążyć do swoich marzeń i spełniać je, ale zapomniała, że nie jest już dzieckiem, a dorosłą kobietą. Rozwijając się, zapisując się na różne kursy, tracąc pieniądze na marzenia, zapomniała, że marzenia też dorastają.

Karolina wraz z końcem roku uświadomiła sobie, że przez całe swoje życie żyła nie dla siebie ale dla czegoś i dla kogoś. Na zmiany na jakie liczyła w tamtym roku, okazały się rozczarowaniem. Rok zmian jaki miał być, okazał się walką z samą sobą i ograniczeniami. Podążając za czymś, podążała za pustką dziecięcych lat.

Przykład Karoliny jest zwyczajnym przykładem, gdzie aby spełniać marzenia, należy też pomyśleć kim jesteśmy i czego nam tak naprawdę potrzeba. Niespełnione dziecięce marzenia czasami w naszych głowach zalegają po to, by wracać do nich, w przypływach wspomnień, a nie jako nieosiągnięte cele

.
Karolina już dziś wie, że marzenia są po to, by nie tylko je spełniać, ale przede wszystkim, by marzyć.

Czas na szczęśliwe zmiany

Ile razy zostawiałeś/ałaś los we własnych rękach, łudząc się, że to najlepsze rozwiązanie? Ile razy czekałeś/łaś, aż los podejmie za ciebie decyzję, wysyłając ci jakieś znaki? Ile razy zwlekałeś/łaś licząc na los, że jakoś sam to ułoży?

Oczywiście czekanie na los, to najlepsze rozwiązanie dla tych, którzy dobrego rozwiązania szukać nie chcą. Wolą zostawić takie przyziemności losowi, by potem jak się coś nie uda, zrzucać wszytsko ta niefortunny los. Może z początkiem Nowego Roku warto postanowić sobie, iż los jest naszą własnością i to my jemu dyktujemy warunki, które sprzyjają wyłącznie nam.

Nie oczekujmy, że los będzie dla nas łaskawy, bo on zazwyczaj biegnie ignorancko, rzadko zastanawiając się nad nami. Ale jak tylko ujarzmimy jego naturę, dyktując mu, co ma dla nas robić, szybko odkryjemy czego pragniemy i czego wymagamy. Takie wmawianie sobie, iż los rozwiąże wszystko to unikanie odpowiedzialności za decyzje, których sami boimy się podjąć. Czy nie jest tak? Zastanów się i odpowiedz sam/a sobie czy chcesz, być panem/panią swojego życia, czy też wyidealizowanego szczęścia zależnego od farta czy losu?

Szczęście, które możesz dać „dziewczynce z zapałkami”

Gdy za oknem sypie śnieg, a mróz nieśmiało, przychodzi, upominając się, że czas jego rolę grać. Ja przypominam sobie niezwykłą i smutną bajkę, którą czytałam, będąc dzieckiem. Interpretować można ją na wiele sposobów, nawet niektórzy widzą w niej szczęśliwe zakończenie, ja niestety przygnębiające, pokazujące naturę ludzką. Czas w takim razie na tytuł tej bajki, to nic innego jak „Dziewczynka z zapałkami”.

„Dziewczynka z zapałkami” dziś dla mnie jawi się jako pewien symbol, który dążył do szczęścia, ale to szczęście dane jej było nie za życia, ale dopiero po śmierci. Nie chciałabym poruszać problemów egzystencjalnych, ani nadużywać pojęć takich jak życie i śmierć, ale przede wszystkim, chciałabym zaznaczyć, że szczęście czasami jawi się w najsmutniejszych momentach życia człowieka. I tak jak dziewczynka z zapałkami, która potrzebowała jedynie zrozumienia, tak my często tego zrozumienia odmawiamy innym, pozbawiając ich szczęśliwych chwil.

dziewczynka_z_zapakami

A przecież zwykłe zrozumienie jest początkiem, gdy zastanawiamy się nad historią życia innego człowieka. To taki początek łańcuszka, gdzie współczucie, pomoc i pocieszenie stanowią główne jego ogniwa. Nie czekaj aż szczęście przyjdzie do ciebie, daj szczęście komuś innemu. Jeśli pomyślisz o symbolicznej dziewczynce z zapałkami, odnajdziesz obok siebie kogoś, taką osobę, która potrzebuje pomocy i zrozumienia, tak jak w bajce potrzebowała tego dziewczynka. To chyba najpiękniejszy prezent, który możesz dać drugiej osobie, nie czekając na rewanż na Boże Narodzenie.

Fruzia a wigilijny karp

Śnieg prószy, mróz zbykarptnio nie trzaska, a jedynie mrozi uszy, których czapka nie zakryła. Ja i Fruzia spacerujemy po Krakowskim Przedmieściu, w celu poszukiwania prezentów na Boże Narodzenie. To święto przywołało w pamięci Fruzi pewną sprawę i roztrząsanie jej stało się podstawą naszego dalszego spaceru. A sama sprawa dotyczyła ryby, niezwykle popularnej w święta jaką jest karp.

- Słuchaj, czy ty kupujesz karpia na wigilię? Kiwnęłam głową potwierdzając, fruziowe przypuszczenia. Po czym zaczął się jej słowotok dotyczący karpia: Jeszcze kilka lat temu, do głowy by nie przyszło, by karp miał swoje prawa! Dla mnie to oburzające, sama jem ryby, ale dziwi mnie jednak jedno, dlaczego wyłącznie karp doczekał się obrońców jego praw? Czy nie wydaje ci się to dziwne? Przecież zarówno flądra jak i dorsz są rybami, w moim mniemaniu nawet są lepsze niżeli karp, ale to właśnie karp ma prawa, a flądra i dorsz nie! Co roku powtarza się ta sama nagonka: Nie zabijaj karpia, wypuść go do wody, a ja się pytam, co z tymi łososiami w zamrażarkach? Co z sandaczem i mintajem? Czy te ryby można mrozić na tak ogromną skalę, a ratować jednego karpia?

Rozumiem, gdyby karp był jak Święty Mikołaj – unikatowy, ale karpia przecież po to się hoduje, by nim przystrajać wigilijny stół. To on nadaje tradycji smak, podobnie jak pierogi, czy barszcz. Obrońcy karpia moim zdaniem to hipokryci, którzy wypuszczają karpia do pobliskiego jeziora, lub stawu, nie zastanawiając się czy takowy karp przeżyje tam, a jego miejsce, kto zajmuje? Śledź w słoiku lub wyżej wspomniany mintaj! Taka to demokracja w wodzie!

Tak kochana tacy są ludzie, walczą o przyzwoitość karpia, albo wymyślają najgłupsze procedury, w których to czyta się: „karpia powinno przechowywać się nie jak dawniej w plastikowych torbach, ale w wiaderkach, by ten miał swobodę”, następnie dalej zaznacza się, by „uśmiercenie karpia powinno nastąpić, poprzez wykonanie jednego ciosu w karpia głowę, przy czym należy zachować ostrożność, by ten czyn nie był zarejestrowany na oczach dzieci”! Dla mnie to skandal, przecież cały czas mówimy o rybie! Z płetwami, z łuskami! Którą to nawet wegetarianie jedzą! Czy karpia też powinno się im odmówić?

Fruzia była najwidoczniej podirytowana, ale dalej szukała odpowiedzi na pytania, które nazwała świąteczną szopką. Od kiedy traktuje się karpia jako postać, a nie pokarm, jadło wigilijne? Jeśli tak dalej pójdzie to, na Wielkanoc zrezygnujemy z świątecznej szynki, twierdząc, że to mord wykonywany na świni, jedynie po to, by zaspokoić ludzkie żołądki. Oczywiście my ludzie, wymyślamy najróżniejsze dyrdymały, byle tylko tradycję non stop zmieniać, zaczęło się od karpia wigilijnego i od jego praw do życia! Powiedz sobie na głos: prawo do życia karpia, a potem go zjedz na wigilijnym stole i za rok staniesz się ogromnym zwolennikiem jego wypuszczania do stawu. To oczywiście będzie twoje zdanie, że zrezygnujesz z jednej potrawy wigilijnej, ale po co do tego namawiać całe społeczeństwo?

Fruzia spojrzała na mnie wymownie, szukając odpowiedzi, ale nie otrzymała jej. W całych wywodach Fruzia miała rację, są obrońcy karpia, gdzie walczą nie tylko o jego humanitarne przechowywanie, ale i jego humanitarną śmierć. Ale co z innymi rybami, które pokryte są jak karp łuskami? Może karp dumny jest z roli jaką pełni na święta? Bo gdyby się zastanowić, to przecież to go odróżnia wyłącznie od pozostałych ryb. Warto było by zapytać karpia, jednak jak to zazwyczaj bywa z rybami, nie mają one głosu, nawet w tak ważnych sprawach jak ta wspomniana przez Fruzię.